#2018,  Thriller

#40 “13 minut” od Sarah Pinborough – wydawnictwo Prószyński i S-ka

Było to moje pierwsze spotkanie z Sarah, ale jakże udane 🙂 Chociaż mogłabym wytknąć kilka błędów, to jednak powieść “13 minut” miała w sobie “coś”. Fabuła potrafiła mnie na tyle zaintrygować, a wręcz pochłonąć, że ostanie strony czytałam w nocy z niedzieli na poniedziałek (skończyłam o 1:12). Początek faktycznie jest taki nijaki, jakby autorka nie miała kompletnie pomysłu na fabułę lub pisała “na żywioł”. Jak ja w sobotę walczyłam by jej nie odłożyć na półkę lub przekazać dalej (mamie lub babci).

W niedzielę rano uwielbiam poczytać przy porannej kawie, więc dałam jej ostatnią szansę. Po jakiś 200 stronach coś drgnęło. Skończyłam ją późno w nocy, ale nie dlatego że fabuła była tak intrygująca, a ja miałam poczucie że nastrój zaciska się jak silna dłoń na mojej szyi. Nie. Przez całą książkę miałam nieodparte wrażenie, że znam już skądś schemat historii (film? książka?). Początek zbyt mocno przypominał “Dziewczyny, które zabiły Chloe” więc miałam ogromne obawy czy dam radę dobić do brzegu i ją przeczytać. “Dziewczyny…” były dla mnie zbyt przegadane i nie mające w sobie napięcia akcji. Także wiek bohaterek w “13 minut” kojarzyły mi się bardziej z literaturą młodzieżową i pewnie dlatego nie podeszłam do niej “na serio”.

Czytając inne opinie o “13 minut”, wielu czytelników zarzuca zbyt obficie rozbudowany element opisu uczuć i odczuć bohaterek. Dla mnie był to większy atut historii. Przypomniałam sobie swoje młodzieńcze lata, gdy jedną stroną było się jeszcze dzieckiem a z drugiej dorosłym, który nie potrafi poradzić sobie ze swoimi emocjami i prawami rządzącymi relacjami międzyludzkimi.

“13 minut” to dobry thriller, który czyta się płynnie a fabuła gdy już się rozpędzi, mknie do ostatniej strony. “13 minut” polecałabym jednak tym czytelnikom, którzy sięgają po thriller raz na dłuższy czas, starzy wyjadacze mogą się czuć zawiedzeni całością powieści. Tylko wciąż zachodzę w głowę po co wydawnictwo dodało na okładce słowa polecenia Kinga. Przecież to nie horror :p

Byłam martwa przez 13 minut… teraz chcę wiedzieć, dlaczego.

Nie pamiętam, jak trafiłam do lodowatej rzeki, ale wiem jedno: to nie był wypadek.
Podobno przyjaciół trzeba mieć blisko siebie, a wrogów jeszcze bliżej, ale czasem trudno ich rozróżnić. Moje przyjaciółki mnie kochają. Wiem to.
Co nie znaczy, że nie chciały mnie zabić.

“13 minut” to wciągający kryminał o ludzkich tajemnicach, lękach, manipulacji i potędze prawdy.

Podważa to wszystko, co myślimy o swoich relacjach z innymi i budzi wątpliwości, czy naprawdę znamy naszych bliskich…

źródło opisu: http://www.proszynski.pl/

%d bloggers like this: