Literatura obyczajowa,  Przeczytane

#35 “Słodkie sekrety od Sally Hepworth – wydawnictwo Filia

Dobra. Macie mnie.

Tak, przeczytałam książkę która zmusza do płakania (jak bardzo się chce) i ogólnie do niczego więcej (takie mam zdanie o literaturze kobiecej przez małe “k”). “Słodkie sekrety” to nic innego jak łatwa i przyjemna powieść o trzech pokoleniach kobiet, które łączy… i tu mam problem. Bo głównym tematem są porody (tak tak, pozycja świetna dla przyszłych mam), ale także liźnięcie dobrze zapowiadającej się opowiedzianej historii. Tu się zatrzymam, bo nie chcę zdradzać za dużo.

W skrócie: jeśli macie wolne 2-3 dni i chcecie przeczytać coś lekkim piórem napisane, to sięgnijcie po “Słodkie sekrety”. Historia dość ckliwa i czasem tracąca “to coś”, ale da się przebrnąć, przeczytać, skończyć i powiedzieć sobie “nie złe”. Jednak ostrzegam – zachwytów nie będzie, a i nie jest co coś w stylu Jodi Picoult (szkoda szkoda).

Neva Bradley chce ukryć przed najbliższymi i współpracownikami szczegóły dotyczące swej ciąży, łącznie z tym, kto jest ojcem jej dziecka. Jej matka, Grace, nie spocznie, dopóki nie odkryje tajemnicy córki. Im bardziej naciska, tym Neva bardziej się w sobie zamyka.
Babcia Nevy, Floss, przypomina sobie podobną sytuację sprzed sześćdziesięciu lat i skrywaną przed najbliższymi tajemnicę. Jeśli teraz ujawni sekret z przeszłości, życie całej rodziny się zmieni.

Floss zastanawia się, czy wyznanie prawdy jest lepsze niż zachowanie milczenia.
Czy pewne sekrety powinny na zawsze pozostać zapomniane?

Ciepła opowieść o rodzinnych więzach, miłości, o cudzie życia i sprawach, które być może powinny pozostać w ukryciu…

 

źródło opisu: http://www.wydawnictwofilia.pl/

źródło okładki: http://www.wydawnictwofilia.pl/

 

%d bloggers like this: