#2018,  Literatura dla kobiet,  Literatura obyczajowa,  Przeczytane

#43 “Bilet do szczęścia” – wydawnictwo Książnica

Powieści z miłosnym motywem traktowałam dość lekceważąco. Porównałabym je analogicznie do disco-polo, niby nikt nie słucha/czyta, a większość potrafi przytoczyć chociaż jeden przeczytany tytuł. Tak tak, ja także mam za sobą spotkanie z tym gatunkiem literackim. Romans. Pamiętam jak w gimnazjum przeczytałam jedną z książek Daniel Steel. Już wtedy zakochałam się po uszy w kryminałach i thrillerach, ale jak każda młoda osoba lubiłam poznawać. Od przeczytania powieści Daniel minęło już naście lat, a ja wciąż potrafię nakreślić jej fabułę. Czy na tym polega fenomen literatury obyczajowej/na skraju romansu?

Zabierając się do czytania “Konkursu na żonę” doskonale wiedziałam, że historia Łucji i Hugona ma swoje dalsze losy w drugiej części; “Bilet do szczęścia”. Jednak ja, jak to ja (kochająca tylko krwawe kawałki literatury), zamówiłam pierwszą część będąc pewna, że w zupełności wystarczy. Ha! Już kończąc ostatnie strony”Konkursu…” miałam łzy w oczach. Serio! Z dwóch powodów: historia napisana jest prostym językiem, jednak dzięki niemu całość nie wydaje się błaha, a wręcz naciągana. A drugim powodem był fakt, że kończąc czytać ostatnie zdania pierwszej nie mogę zabrać się za następną. Dlatego jeśli masz chęć przeczytać “Konkurs na żonę” i poznać burzliwą historię Łucji i Hugona, zamów od razu dwie części. Serio.

“Bilet do szczęścia” czyta się z takim samym zachwytem jak pierwsza. Postacie z którymi nie mogłam doczekać się ponownego spotkania. I oczywiście akcja, która mknie jak kolejka górska. Wciąż coś się dzieje, a ja momentami nie miałam czasu by złapać głębszy oddech. Tak, tak. To porównanie bardziej pasuje do kryminałów niż do obyczajowej powieści o kobiecie i mężczyźnie, którym życie podkłada kolejne problemy do rozwiązania.

“Bilet do szczęścia” to cudowna i wcale nie sielankowa, banalna opowieść o zakochanych. To historia do której na pewno będę wracać i na nowo przeżywać smutki i radość razem z Hugonem i Łucją z którą łączy mnie wiele wspólnego. Zresztą w Łucji każda czytelniczka znajdzie kawałek siebie. Warto sięgnąć po “Konkurs na żonę”, a nie zdążając otrzeć ostatnią łzę, zacząć czytać “Bilet do szczęścia”.

%d bloggers like this: