Tabu Bernadeta Prandzioch
#2019,  Kryminał,  Wydawnictwo Rebis

#129 Tabu – Bernadeta Prandzioch

My też potrafimy pisać kryminały!

Chyba powoli mija fala pełna zachwytów i achów na temat skandynawskich autorów. Od ponad 2 lat obserwuję, że zaczynamy doceniać co nasze. I jak już odważyliśmy się sięgnąć po literaturę polskich autorów, to wpadliśmy po uszy. I to jak! Jak zaraza rozeszła się fascynacja do słów Mroza i Puzyńskiej. Jednak im więcej zaczęliśmy czytać, tym gusta zaczęły się bardziej wyostrzać. Efekt? Staliśmy się bardziej otwarci na nowe nazwiska, które próbują swoich sił w sztuce opowiadania słowem.

Do tego grona spokojnie mogę dołączyć Bernadetę Prandzioch.  “Tabu” wydawnictwa Rebis czytało się bardzo szybko i sprawnie. Cała historia jest bardzo dobrze poprowadzona i co niesamowicie ważne, nieprzegadana! Postacie są interesująco nakreślone i szybko można było je od siebie odróżnić (ileż to razy musiałam kartkować strony, by dowiedzieć się kto jest kim). Co prawda, uwielbiam mnóstwo trupów i opisy, po których muszę wziąć głęboki oddech, to po przeczytaniu Tabu wcale nie poczułam niedosytu. Wręcz przeciwnie. Jestem bardzo ciekawa kolejnej powieści autorki i na pewno z chęcią będę obserwować jej kolejne sukcesy wydawnicze.

Tabu Bernadeta Prandzioch
Tabu Bernadeta Prandzioch

Każde miasteczko ma swoje mroczne tajemnice. Zapraszamy na Mazury!

„(…) Czuł się jak w potrzasku, nerwowo wodził wzrokiem z jednej strony na drugą. Miał coraz mniej czasu, coraz mniej powietrza, pomieszczenie się kurczyło, pochłaniało przestrzeń. Wydawało mu się, że jest coraz bliżej rozwiązania, że jeśli pozwoli sobie poddać się temu uczuciu, przypomni sobie, co się wydarzyło. Musiał przetrwać ten lęk. Zacisnął powieki i wkroczył z powrotem w ciemność. Przywołane z pamięci obrazy zaczęły wirować, próbował je uchwycić, lecz one wciąż mu umykały. Słyszał jakiś stłumiony krzyk, głuche uderzenie, czuł gałęzie smagające go po twarzy i ramionach, nierówności drogi. Biegł, na pewno biegł. Przed czym uciekał?”

Skazany przed laty za morderstwo pacjent szpitala psychiatrycznego Zygmunt Milewski próbuje popełnić samobójstwo. Jeden z psychiatrów, Wiktor Janosz, zaczyna interesować się jego przypadkiem i z pomocą znajomego policjanta wraca do dawno zamkniętej sprawy. Ku swojemu zdziwieniu napotyka jednak mur milczenia, a nawet wrogości. Niechęć potęguje fakt, że Wiktor jest w miasteczku obcy, przyjechał tutaj z Warszawy z powodu problemów osobistych i zawodowych. Mimo to nie odpuszcza, a zawikłane tropy prowadzą go w odległą, przed- i powojenną przeszłość Węgorzewa-Angerburga i jego mieszkańców. W śledztwie pomaga mu młoda dziennikarka, Judyta Socha. Jakie tajemnice spokojnego małego miasteczka z niegdysiejszych Prus Wschodnich wyjdą na jaw?

źródło opisu: Rebis, 2019

%d bloggers like this: