#2018,  Literatura dla kobiet,  Literatura obyczajowa,  Przeczytane

#57 “Zdążyć z miłością” – wydawnictwo Książnica, Publicat

“Zdążyć z miłością” to moja trzecia przeczytana książka autorstwa Beaty Majewskiej. Trzecia i nie ostatnia. Recenzję “Konkurs na żonę” znajdziesz tutaj> a drugiej części “Bilet do szczęścia” tutaj>

“Zdążyć z miłością” jest niby trzecią częścią, ale nie spotkamy w niej już Łucji i Hugona (tęskno mi za nimi, ale jestem pewna, że wrócę do nich nie raz). Jeśli czytelniku znasz oba tomy, na pewno pamiętasz Olgę. Tak, tak tą Olgę. Jeśli nie, koniecznie nadrób zaległości. Dlatego też, pisząc tę recenzję będę starała się nie robić Ci przykrości i nie ujawniać za dużo szczegółów dlaczego postać Olgi jest tak istotna pod kątem czytania trzeciej części.

Osobiście Olgi nie polubiłam (bo i z jakiego powodu miałoby być inaczej?). Jednak zaczynając czytać “Zdążyć z miłością” chciałam znów chłonąć sposób pisania, budowania postaci autorki niż skupiać się na samej głównej bohaterce.

Olgę poznajemy jako trzydziestoletnią kobietę sukcesu – majętną i atrakcyjną. Zmagającą się jednak z życiowymi problemami – chorobą i kolejnymi miłosnymi niepowodzeniami. Efekt? Przedstawiam Ci, czytelniku wysoką, szczupłą kobietę, która wie czego chce i trzyma emocje na dystans. Da się tak długo? Nie, dlatego to tylko pozory.

Mur pęka, gdy poznaje Kamila, samotnego ojca ośmioletniej Faustyny i czteroletniego Maksa. Zaskoczona swoim zachowaniem, zakochuje się. Z wzajemnością. Ha! I tu się zaczyna prawdziwa uczta dla fana pisarstwa Beaty Majewskiej. Gdy para się pobiera, ja czuję jakbym wjechała kolejką górską na szczyt trasy i na chwilę się zatrzymała bym mogła złapać oddech, chwilę refleksji. Ale to nie koniec, to dopiero początek.

Kolejne losy tych dwoje jak i reszty postaci powodują u mnie zawrót emocjonalny. Powieść zaczęłam czytać w niedzielnym rankiem by ostatnie strony kończyć ocierając ukradkiem łzy i poskramiać szloch, tak aby nie obudzić chrapiącego obok mnie mężczyznę mego życia.

Zanim zaczęłam czytać “Zdążyć z miłością” przejrzałam kilka recenzji na portalu Lubimyczytać.pl. Zgadzam się z niewielką ilością osób, że sama historia jest naciągana i romantyczna, ale… Ale autorka (podkreślę to po raz kolejny) ma niesamowity talent do kreowania postaci, by stali się oni żywymi osobami. To tak, jakbym Olgę znała, kojarzyła ale nie potrafię sobie uzmysłowić skąd i gdzie ją poznałam. Sama historia naszpikowana jest ogromnym wachlarzem emocji, skrajnych emocji, które po odłożeniu książki żyją we mnie swoim życiem.

Tak. Po przeczytaniu kolejnej książki Beaty Majewskiej czułam się jakbym była na emocjonalnym kacu. Kładąc się spać o 2 nad ranem długo nie mogłam zasnąć, wciąż analizując co teraz czuję i jak się z tym czuję. Autorka w wspaniały sposób potrafi potrząsnąć najgłębszymi warstwami emocji które mam w sobie. Dziękuje.


Czy można zwlekać z miłością?
Trzydziestoletnia Olga jest kobietą wykształconą, majętną i atrakcyjną. Zmagając się z życiowymi problemami – chorobą i miłosnymi niepowodzeniami – stara się nie okazywać uczuć. Ale to tylko gra pozorów. Kiedy poznaje Kamila, samotnego ojca ośmioletniej Faustyny i czteroletniego Maksia, niespodziewanie odkrywa miłość. Zakochuje się w mężczyźnie z wzajemnością.
Dzieci Kamila całym sercem akceptują Olgę, a ona sama dostrzega w nich dar od losu. Wkrótce para się pobiera, ale czy nowa rodzina wypełni miłością puste miejsca w sercu Olgi?

źródło opisu: http://esensja.pl/esensjopedia/obiekt.html?rodzaj_…(?)

%d bloggers like this: